Wyciek danych z firmy

Pewnego dnia do drzwi naszej agencji detektywistycznej zapukał właściciel jednego z biur projektowych w Krakowie. Pan Wojciech od ponad 20 lat prowadzi biuro projektowe (tworzenie projektów architektonicznych). Zatrudnia około 25 osób w różnych działach. Ostatnimi czasy zauważył, że klienci, którzy przychodzą do niego na spotkanie (w celu omówienia dalszych prac) są źle poinformowani na jakim etapie jest ich projekt oraz zaczęli otrzymywać propozycje współpracy z innymi biurami.

Każdy klient, który chce skorzystać z usług biura pana Wojciecha umawia się z nim na spotkanie. Pan Wojciech prowadzi rozmowę, a jeden z projektantów, który będzie prowadził projekt robi wstępne notatki i szkice. Wszystkie prace na każdym etapie projektu oraz spotkania z  klientami nadzorowane są bezpośrednio przez pana Wojciecha.

Pana Wojciecha zaniepokoił fakt, że na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni miał już wielu takich klientów. Kilku z nich było oburzonych, że ich projekty dalej są nie rozpoczęte (pomimo tego, że to nie prawda) i nalegało na zerwanie umowy. Tłumaczyli, że informację zamiast otrzymywać telefonicznie lub mailowo otrzymywali pocztą i to zwykłym listem. Listy były wysyłane z różnych miejsc w Krakowie i poza nim.

Po wysłuchaniu dokładnej sytuacji i omówieniu szczegółów działań detektywistycznych podpisaliśmy umowę.

Na sam początek poprosiłem naszego klienta, aby udostępnił nam listę pracowników, którzy obecnie pracują oraz tych, którzy odeszli z biura oraz opowiedział o nich pokrótce. Później po uzyskaniu zgody klienta zamontowaliśmy w biurze kamery. Pracownicy zostali o tym fakcie poinformowani, że w celu zwiększenia bezpieczeństwa pracy i wyeliminowaniu potencjalnych kradzieży montowane są kamery.

Nowy pracownik w firmie

Następnego dnia pan Wojciech wprowadził jednego z naszych detektywów do biura jako nowego praktykanta. Z każdym pracownikiem z biura miał przepracować kilka dni, aby “wdrożyć” się w nowy zawód.

Już pierwszego dnia detektyw Michał zauważył, że pracownicy są podzieleni na trzy obozy. Jeden, który lubi i szanuje szefa, drugi, który pracuje i nie wypowiada się na temat panującej sytuacji i nastrojów w biurze oraz trzeci, który najchętniej przejąłby biuro i sam nim zarządzał. Już po kilku zadanych pytaniach dotyczących projektowania dowiedzieliśmy się, że dokładny dostęp do danych klienta mają główni projektanci. To był cel detektywa Michała. Jeśli przeciek mógł skądś wyjść, to tylko od nich.

Po kilku dniach obserwacji i nawiązywania nowych kontaktów dowiedział się różnych ciekawych rzeczy. Najbardziej skonfliktowanymi pracownikami w firmie była Monika z Natalią. Obie konkurowały o miano najlepszego projektanta. Od jednego z nowych kolegów dowiedzieliśmy się, że Natalia była do tego zdolna, że zalała kawą całą dokumentację Moniki. Tłumaczyła się tym, że straciła równowagę w butach na obcasie. Monika również nie pozostawała jej dłużna. Ten konflikt trwał już od dobrych paru miesięcy odkąd nasz klient dał Monice podwyżkę i zwiększył jej kompetencje.

Pod pretekstem dużej ilości pracy detektyw został dłużej w biurze, aby przyjrzeć się biurkowi projektantek. Kiedy wszyscy opuścili biuro zaczął przetrząsać szuflady, najpierw biurko projektantki Natalii, a następnie biurko projektantki Moniki. Nic ciekawego i interesującego nie zauważył. Komputer Pani Moniki był wciąż włączony i w tle było widać włączony proces renderingu czyli wizualizacji projektu. Przeglądnął część dokumnetów i korespondencji z klientami. W międzyczasie zainstalowałem w jej komputerze program, który przekazywał dane z ostatniego logowania oraz informację z jakich stron internetowych i portali pani Monika korzytała przez cały dzień. W klawiaturze umieścił podsłuch, a na szafce za plecami przypiął do obrazu małą kamerkę- pluskiewkę skierowaną na monitor.

Po tych działaniach przeniósł się do komputera projektantki Natalii. Niestety nie miałem aż tak wielkiego szczęścia. Jej komputer był wyłączony. Pozostawione przy jej biurku dokumenty, dotyczyły tylko i wyłącznie pracy. W kalendarzu i notatniku nie było żadnych istotnych informacji.

Następnego dnia poprosił projektantkę Natalię, żeby z nim popracowała. Nie była tym faktem zbytnio zadowolona, ale ze względu na polecenie służbowe nie miała wyjścia. Za każdym razem kiedy odchodziła od biurka nawet na chwilę wylogowywała się z komputera. To dało dużo do myślenia, że jest coś w nim co mogłoby zainteresować naszego klienta. Trzeba było się tylko do niego dostać. Wszystkie dokumenty opracowane przez panią Natalię trafiały od razu do szafy, a ona wpisywała datę i godzinę przekazania ich w dzienniku biura. Za każdym razem kiedy logowała się na nowo, detektyw notował ukradkiem zaobserwowane litery oraz cyfry. Po skończonym dniu pracy został jeszcze chwilę w biurze i zainstalowałem program w jej komputerze.

Praca detektywa nie kończy się tylko na obserwacji.

Po powrocie do biura detektyw Michał zaczął wnikliwie analizować dane z komputera pani Moniki. Monika cały dzień przeglądała strony dotyczące pracy i korzystała z programów projektowych. Rozmowy, które odbyła przez cały dzień dotyczyły spraw służbowych klientów. Porównał je z etapami projektów i zgadzały się one. Pani Monika nie wprowadzała ich w błąd. 

W kolejnym dniu pracy na całe szczęście, pani Natalia była sama w pokoju (dwóch innych kolegów zostało oddelegowanych na szkolenia). Dzięki temu mieliśmy możliwość zostawić podsłuch w jej klawiaturze. Detektyw jeszcze przetrząsnął szafki i dokumenty pozostałej dwójki, ale nie znalazł nic nowego. Dzień ten był 10 dniem pracy w firmie. Po odbyciu dniówki umówił się z klientem na rozmowę. Przedstawił swoje spostrzeżenia. Na monitoringu, który zamontował na początku pracy nikt nie zachowywał się podejrzanie. Wszystkie dokumenty trafiały do szaf. Kamery były także skierowane na monitory komputerów, ale też nic nie znalazłem. Pan Wojciech zauważył, że od kilku dni nie miał klienta, który byłby zdenerwowany albo źle poinformowany. Nawet projektantka Natalia, która miała dzisiaj telefon za telefonem, rozmawiała jasno i konkretnie z klientami, a program, który jej zainstalował nie pokazał nic nieodpowiedniego.

Wyciek danych z firmy - agencja detektywistyczna Kraków 1200x774

Dopiero po dłuższej rozmowie pan Wojciech wspomniał, że zanim przyszedł po pomoc do naszej agencji detektywistycznej wysłał do każdego pracownika e-mail z informacją, że jest przeciek danych. Zagroził, że jeśli dowie się kto za tym stoi będą mu groziły surowe konsekwencje prawne. Kilka dni później wprowadził naszego detektywa jako praktykanta. Prawdopodobnie większość osób wpadła na to, że nowy praktykant został wprowadzony jako agent i ma donosić szefowi o całej sytuacji w firmie. Nowi koledzy i koleżanki przyjęli detektywa zimno i oschle. Nie chcieli przy nim rozmawiać na temat sytuacji w pracy. 

Umówiliśmy się, że działania doprowadzimy do końca miesiąca.  Prawdopodobnie sprawca amator wziął do siebie słowa szefa i postanowił skończyć z “płataniem figli” przełożonego.

Z naszych obserwacji i wnikliwej analizie nic nie wynikało. Zakończyliśmy współpracę, a pan Wojciech był tak miły i uprzejmy, że po kilku tygodniach poinformował nas, że już nic się nie dzieje. 

Praca detektywa, to nie tylko szukanie dowodów. Okazuje się, że detektyw potrafi również wystraszyć.

Zapraszamy do kontaktu:

+48 605 074 023